Weekend w Raju

Perłą w górskiej koronie Słowacji jest Słowacki Raj (Slovensky Raj), który zachwyci każdego miłośnika pieszych wędrówek i przyrody. Góry tej krainy nie są najwyższe, bo ich wysokość waha się zwykle w przedziale 800-1000 metrów n.p.m. (najwyższa Velka Knola to 1266 metrów). Ich piękno kryje się natomiast niezwykłych dolinach i wąwozach.

W ostatni weekend wybrałem się na wędrówkę właśnie do Słowackiego Raju. Najpierw nocnym pociągiem do Spiskiej Nowej Wsi, później do Spiskich Tomaszowic. Stąd kawałek piechotą do parku. W samym Słowackim Raju szedłem przełomem Hornadu, który jest bardzo malowniczą rzeką. Idzie się tutaj raz jednym, raz drugim zboczem ostro spadającym w dół. I rzeka tworzy przepiękne obrazy, ale i sama wędrówka sprawia wiele radości, bo idzie się wzdłuż kilkudziesięciometrowych, stromych zboczy, czasem po metalowych kładkach przymocowanych do wapiennych ścian kilka-kilkanaście metrów nad lustrem wody. Kilkukrotnie trzeba również przekroczyć metalowe mosty.

 

Słowacki Raj. Przełom Hornadu

 

Po przejściu tego odcinka poszedłem Suchą Belą – wąwozem strumienia, którego nazwa zapewne wzięła się od białych, wypłukanych wapiennych kamieni oraz niskiego poziomu wody (chociaż to tylko mój strzał). Podobnych wąwozów jest tutaj kilka i po słowacku nazywane są roklinami. Sucha Bela zachwyca wypłukanymi przez wodę głazami, wysokimi ścianami, wodospadami sięgającymi kilkudziesięciu metrów wysokości oraz bardzo ciekawymi przejściami, które miejscami są wąskie nawet na mniej niż metr. Sporą część trasy pokonuje się po drewnianych drabinach i kładkach.

 

Słowacki Raj. Sucha Bela

 

Obserwując niektórych nieporadnych turystów, dodam tylko, że warto założyć buty do wędrówki górskiej – dzięki temu można przejść tę trasę i suchą stopą, i bez zwichnięć. I jeszcze jedno – warto wybrać się wcześnie rano, bo z każdą godziną po wschodzie słońca robi się coraz tłoczniej. Wstęp do parku to 1,5 euro za dzień.

Aby dobrze poznać całą krainę trzeba tutaj spędzić pewnie tydzień, bo jest tu naprawdę wiele do zobaczenia. Ja niestety musiałem ruszyć dalej na południe, gdzie odwiedziłem Dobszańską Jaskinię Lodową i przenocowałem w pobliżu.

 

Dobszańska Lodowa Jaskinia

 

Następnego dnia zwiedzałem okoliczne miejscowości – Poprad, Lewoczę i Spiską Nową Wieś. Największą atrakcją Popradu jest widok na Wysokie Tatry, jest to też punkt wypadowy w góry. Samo miasto to właściwie blokowisko ze starówką składającą się właściwie z jednej ulicy czy placu. Lewocza jest już dużo piękniejsza. Zachowały się tutaj mury miejskie i bramy, a w ich obrębie kościoły, szkoły i zabudowa mieszkalna – kamienice oraz właściwie chaty. Najpiękniejsze zabytki znajdują się wokół centralnego placu – kościół gotycki św. Jakuba, Ratusz nieco przypominający krakowskie sukiennice oraz rzędy kamienic. Atrakcje Spiskiej Nowej Wsi to mniej więcej tyle co Poprad. Tutaj jednak są one ładniejsze, no i nie są aż tak oklejone reklamami. Oprócz tego na pewno nie ujdzie uwadze gotycki kościół na głównym placu oraz gmach teatru.

 

Lewocza. Kościół św. Jakuba i ratusz

 

Moja wędrówka przez Słowacki Raj to ok. 35 kilometrów i 4000 spalonych kalorii.